piątek, 24 lutego 2017

Wyjście na Czaple

Kilka dni temu korzystając z przerwy semestralnej postanowiłem wybrać się nad Wartę celem złapania w kadr Czapli, które przesiadują od jakiegoś czasu u ujścia Cybiny. Nie była to żadna wielka wyprawa, ot kawałek od domu się przejść, zejść ze ścieżki nad sam brzeg rzeki i rozstawić statyw, i tak sobie stać.
Po około godzinie czatowania  blisko 100 zdjęć na karcie, ale tylko kilka dobrych. Tak więc napawajcie oczy pięknymi Czaplami ;)









Po tej sesji wybrałem się jeszcze na mały spacer po okolicy i spotkałem nieco Kormoranów, Nurogęsi oraz kilka innych gatunków, a już kawałek do domu pięknie mi pozował Kwiczoł.






Te zdjęcia są dowodem na to, że nawet w dużym mieście można poobserwować dziką przyrodę i dosłownie w przerwie w zajęciach, w pracy, czy nawet w drodze do domu spotkać ciekawe okazy, starczy poszukać :)

A na sam koniec zdjęcie Katedry Poznańskiej - nie wiem jak wam, ale mi przypomina stare pocztówki, za czasów jak jeszcze nie było tu tyle betonu, a klimatyczna wiejska zabudowa ;)



czwartek, 23 lutego 2017

Dlaczego wycinka drzew jest zła.

Od kilku dni większosć z nas każdego poranka, popołudnia itd, słyszy dźwięk pił i upadających drzew.  Ja pisząc ten post też robię go w akompaniamencie pił. Wszystko to jest następstwem idiotycznej ustawy wprowadzonej przez  niejakiego Ministra Szyszkę który ministerstwo ochrony środowiska zamienił na ministerstwo niszczenia środowiska. Ustawa zezwala na wycinanie wszelkich drzew na terenie prywatnym, bez kontroli, bez sprawdzania i bez zgód itd.



I oczywiście wielu de..il (sorry za słowa ale inaczej się nie da tego określić) się znalazło co z tego skorzystało, wycinając bardzo cenne kilkusetletnie dęby, czy nawet 20ha lasu!!! Tak, Tak już są przypadki wycinki lasów na terenach prywatnych, co tam prywatnych, to tereny objęte ochroną natura 2000!!! Oczywiście cięcia na ogrodzie to inna sprawa, nie widzę wiekszego problemu jeśli jest to rozsądne prowadzone. Najwiekszy problem mamy w miastach, oraz tak jak pisalem  w przadkuinteligentow co sobie cenne zadrzewienia wycinają i robią wolną amerykanke.
Pomińmy fakt zwiększonej wycinki w lasach gospodarczych, bo to osobna sprawa.  Czy też sprawę, że znaleźli się tacy mądrzy co wycinają drzewa na terenach w użytkowaniu wieczystym.





Ale wycinki drzew w parkach, na skwerkach, osiedlach, alejkach itd. są karygodne. Ja rozumiem w momencie gdy drzewo zagraża przechodniom, budynkom, ale jeśli ktoś se wycina bo ma taki kaprys (np. aleje w parkach, czy nawet zoo) to jest brak odpowiedzialności. Ale oki powiedzmy jeszcze wycinka jakiś pojedynczych drzewek na ogrodzie to pół biedy, ale gdy są to cenne starte drzewa, lub jest ich wiele jest to czystą głupotą. A co tam zamach na naturę.
A dlaczego?

Już odpowiadam, myślę, że w podpunktach będzie to najlepszą opcja.

  • Drzewa chronią przed smogiem. Ostatnio większość miast boryka się z poważnym problemem jakim jest smog. Zanieczyszczenie powietrza jest bardzo szkodliwe dla nas, zwierząt i samego środowiska. A to, że smog jest be wiedzą nawet dzieci, a wielu dorosłych o tym albo zapomina albo nie wie - co jest niezwykle przykre. Ale tak parki, zadrzewienia itd. wyłapują większość zanieczyszczeń dzięki czemu powietrze jest czystsze. Pomyślcie tak już zanieczyszczenia są na bardzo wysokim poziomie mimo zieleni. A wyobraźcie sobie co by było, gdyby zabrakło drzew, krzaków ? Strach pomysleć, wtedy to by już trzeba w maskach na 100% chodzić. Czyli jeden z powodów dla których powinny być drzewa w dużej ilości w mieście i nie należy ich wycinać jest wyłapywanie zanieczyszczeń powietrza.
  • Kolejną sprawą jest fakt, że zieleń to miły i uspokajający akcent pośród betonowej dżungli. Możemy pójść z psem, dziewczyną, chłopakiem, dzieckiem, czy z kim tam chcemy na spacer i odpocząć nieco od betonu, reklam itd. I odetchnąć świeższym powietrzem.
  •  Drzewa są domem dla wielu zwierząt, wycinając bez zbadania drzewa możemy mieć na sumieniu życie różnych zwierzątek, począwszy od robaczków aż po te większe i uznawane za słodkie i milutkie lub po prostu ładne. Weźmy sobie taki wariant, wycinamy drzewo w którym gniazduje puszczyk, czy inny stworek, drzewo ścięte i bum domu nie ma, a za moment zaczyna się składanie jaj. Albo wiewiórka sobie siedziała i nie zdążyła uciec bum miazga. Tak, tak to często wygląda. Drzewa są niezbędne nie tylko nam do życia. A niekontrolowana wycinka zagraża często rzadkim i cennym gatunkom. I pamiętajmy, że nie tylko żywe drzewa są domami, częściej nawet w martwych uschniętych pniach zwierzęta mają swoje apartamenty.
  • Chronią przed powodziami, drzewa nie wielbłądy pić muszą, i tak też gdy jest ich dużo wyłapują nadmiar wody z rzek podczas powodzi - las zasysa wilgoć, ale co ważniejsze wyłapuje bardzo dobrze wodę pochodzącą z opadów. Mianowicie woda dobrze wsiąka dzięki temu, że drzewa i roślinność wszelaka ją wchłania, a gdy wytniemy zadrzewienia ziemia będzie mniej chłonna i zaczną być większe kałuże, lokalne podtopienia, grunt się zmieni w grząski, i zwiększa się ryzyko powodzi.
  • Ochrona przed podmuchami wiatru, drzewa wyłapują wiatr, dzięki czemu my go mniej odczuwamy.
  • Inną sprawą jest fakt, że drzewa robią tlen, czyli są nam niezbędne do egzystencji. Ten argument chyba jest jasny dla wszystkich. 
To tylko kilka z powodów dla których nie należy wycinać drzew. A należy je chronić, jednak jeśli już wycinamy to pamiętajmy posadzić nowe drzewa by odbudować to zadrzewienie, oczywiście znajdą się i tacy co powiedzą na złość ekologom nie będę nic sadził wytnę i sru. To tylko świadczy o ich poziomie i inteligencji.  Ale fakt owszem tak można, ale z pewnością nasze dzieci i ich dzieci nie będą żyły w pięknym świecie, jeśli my nie zaczniemy dbać o naturę.

Oczywiście może poprzedni wariant z papierologią nie był najlepszy jednak jakaś kontrola była, a teraz odbywa się wielka masakra piłą mechaniczną.  Idealna opcja było by zgłaszam chęć wycięcia oki sprawdzamy, spisujemy i jeśli tam nic nie gniazduje itd można ciąć, ale i powinno się posadzić wzamian coś. Oczywiście należy jeszcze pamiętać o opcji przesadzenia drzewa która jeat najlepsza.





środa, 22 lutego 2017

Kurtka Helikon Wolfhound od e-militaria.pl

Jakiś czas temu dostałem do testów od e-militaria.pl kurtkę helikona model Wolfhound. Jest to jak podaje producent najlżejszy sweter z syntetycznego puchu dostępny na chwilę obecną na rynku. Waży zaledwie 400g!! Oczywiście poza niską wagą ma świetne zdolności kompresyjne, dobrze zwinięty zajmuje naprawdę mało miejsca. W zestawie dodano pokrowiec (worek) na kurtkę, jest on jednak dość duży, przez co nie kompresuje Wolfhounda w 100% jego możliwości.


Pomimo niskiej wagi i genialnej kompresyjności zapewnia przyzwoite parametry termiczne, a to dzięki wypełnieniu izolacją Climashield Apex (67g/m2). Co ważne nawet w przypadku zamoknięcia, ocieplina będzie nas grzała.
Do tego o nasze ciepło walczy zewnętrzny materiał chroniący przed wiatrem i deszczem. Fakt, że kurtka membrany nie ma, ale jest na tyle dobrze zaimpregnowana, że wytrzymała całkiem mocną mżawkę , tak samo śnieg jej nie jest straszny.




Według producenta kurtka jest przeznaczona do użytku jako warstwa docieplająca (czyli zamiast polara, swetra itd.) pod jakąś kurtkę zewnętrzną, lub jako warstwa zewnętrzna. Zarówno w jednej i drugiej roli sprawdza się świetnie. W połączeniu z lekko ocieploną koszulą carhartta daje komfort przy temperaturach poniżej -8/-10*C.


Natomiast jako podstawowa kurtka świetnie sprawdza się w temperaturach około zera stopni. Gdy mamy pod nią zwykłą koszulkę i koszulę, to ze spokojem komfortowo możemy działać w temperaturach nawet do tych -8/-10*C. Natomiast gdy pod Wolfhounda założymy tylko t-shirt to od -3* do + 10*C możemy w niej wędrować. A w temperaturach zero i w górę nawet gdy jesteśmy w bezruchu jest nam ciepło i przyjemnie. Oczywiście należy pamiętać, że odczucia termiczne są bardzo indywidualną sprawą, ja do zmarzluchów nie należę więc jest mi w niej ciepło, ale z pewnością niejedna osoba może przy wyżej podanych temperaturach odczuwać lekkie wychłodzenie. Jednak przy użyciu dobrego kompletu termo pod nią będziemy dobrze zabezpieczeni przed chłodem.


Poza właściwościami termicznymi świetnie oddycha, używana przy różnych aktywnościach, od marszu z plecakiem, poprzez zwykłe codzienne noszenie w mieście oraz jazdę na rowerze, jazdę autem a nawet w biegu zapewnia odpowiednią i naprawdę przyzwoitą oddychalność. Oczywiście plecy pod plecakiem są mokre tak samo miejsca gdzie przebiegają paski, szelki itd , ale w pozostałych sektorach proces odparowywania jest naprawdę dobry. Na oddychalność wpływa również zastosowani specjalnych wstawek pod pachami z przewiewnego, cienkiego i rozciągliwego materiału. Przewiewny i cienki sprawiają, że nadmiar ciepła i wilgoci ma ułatwioną drogę, dzięki czemu sprawniej kurtka wolfhound oddycha. Natomiast dzięki rozciągliwości nie krępuje ani nie utrudnia ruchów ręką w dosłownie każdej płaszczyźnie.
Dodatkowo na komfort użytkowania wpływa dość duża ilość kieszeni. Mianowicie mamy dwie zewnętrzne u dołu, klasyczne położenie kieszeni w kurtce, dość pojemne - zmieścimy w nich, rękawiczki, buffa, jakiś nóż, czy toola. Co istotne kieszenie te wyściełane są polarem, dzięki czemu możemy dogrzać zmarznięte dłonie, gdy akurat nie mamy rękawiczek, lub mimo nich dalej nam zimno. Dodatkowo mamy jedną zewnętrzną na klatce piersiowej, zamykaną na zamek pod kątem, również pojemna, idealna na telefon, itd. Ja osobiście bardzo ją doceniłem podczas fotografii, wygodnie można jedną ręką odpiąć i szybko schować dekielek od obiektywu, jakiś filtr itd.
Mamy też jedną wewnętrzną, na klatce piersiowej, również dość pojemna, ze spokojem wsadzimy tam portfel i coś jeszcze.


Wszystkie kieszenie są zapinane na zamki błyskawiczne renomowanej firmy YKK, tak samo główny zamek, który ponadto ma listwę termiczną, chroniącą przed przewiewaniem. Chodzą płynnie i nie mają tendencji do wcinania, zacinania itd. Naprawdę dopracowany ten wolfhound.
Jak to przystało na taktyczny ciuch, na ramieniu mamy rzep na jakąś naszywkę.




Ale żeby nie było, tak słodko i cudnie, niestety ten ocieplacz ma też kilka wad. Fakt, że nie są one jakieś wielkie ale mimo wszystko są.
Pierwszą z nich jest szeroki kołnierz, fakt wyściełany polarkiem, więc miły i przyjemny. Jednak przy silnym wietrze wiatr wchodzi i śmiga jak chce pod kurtką. Duża wada, gdyż całe ciepło nam wywiewa, fakt, że starczy założyć chustę, szalik i problem znika, ale starczyło by zastosować ściągacz w kołnierzu lub go podnieść i już by problem zniknął.
Inną wadą i jak dla mnie większą niż to podwiewanie są mankiety. Mianowicie brak regulacji mankietów to jedno, ale najgorsze jest to, że zastosowano bardzo ściągliwy materiał, przez co mankiet się dopasowuje do nadgarstka, no niby wszystko ładnie pięknie, nie przewiewa, ciepło nie ucieka itd. Ale jak to wiadomo gdy pracujemy w obozie, coś niesiemy, podnosimy,sięgamy itd. spod mankietu wyjdzie bransoleta, zegarek i co tam na ręce się nosi. A gdy chcemy zdjąć Wolfhounda od e-militaria musimy nieźle się namęczyć i nagibać, by przecisnąć rękę przez mankiet, dosłownie czasem lepiej zdjąć zegarek niż męczyć się z tym materiałem. Fakt, że jest bardzo mocny, nie przedziera się i nie rozciąga, elastyczność na najwyższym poziomie. Oczywiście na użyteczność kurtki to nie wypływa, tak samo na jej właściwości, jednak znacznie ogranicza komfort.


Podsumowując kurtka helikona Wolfhound od e-militaria jest naprawdę godna uwagi, mocna, ciepła, lekka i mała po spakowaniu, chroni przed wiatrem i lekkim deszczem.  Do tego wygodna i przemyślana, posiada sporo kieszeni więc można powiedzieć, że jest dość ładowna. Wykonanie na najwyższym poziomie, wszystkie szwy starannie obszyte, zakończone itd. Fakt, że ma 2 wady ale nie są one jakieś wielkie, chociaż ta jedna mnie mocno wpieniała z początku, ale z czasem się przyzwyczaiłem i liczę, że się rozciągnie ten mankiet. I fakt, że tania nie jest, kosztuje 399zł. A czy warto? Musicie ocenić sami, rynek demobilowych ocieplaczy jest dość spory, są często mniej przemyślane, brzydsze itd. ale i tańsze, a co wybierzecie zależy już od was ;)





poniedziałek, 20 lutego 2017

Buszmen na tropie Dębu i Ciuchajki

Kolejny Buszmen na Tropie, tym razem przy okazji odwiedzin kręciliśmy się po okolicach "Osady", łażąc po rezerwacie Dąbrowy Świetlistej i urbexowej Kolejce Wąskotorowej.



środa, 15 lutego 2017

Krośniewicka kolej wąskotorowa - urbex

Ostatnio opisywałem, jak to przy okazji wizyty u rodziców Ani  wybraliśmy się do rezerwatu przyrody Perna zajmującego się ochroną Dąbrowy Świetlistej.

A dziś czas na nieco mniej buszmeński typ eksploracji ale to nie znaczy, że mniej interesujący. Mianowicie wybraliśmy się z Anią na penetrację wagonów, lokomotyw wąskotoróki oraz budynków niegdyś wykorzystywanych przez PKP a obecnie stojących i niszczejących.


Warto zauważyć, że Krośniewicki węzeł kolejki wąskotorowej był największym w Polsce, zajmował się zarówno transportem towarowym, ale i przewozem ludzi, były normalnie kursujące składy, rozwożące ludzi do pracy, szkół itd.
Swój początek miała już w 1910, a spora rozbudowa nastąpiła w okresie pierwszej wojny światowej, gdy to Niemcy postanowili rozbudować sieć kolejki i wykorzystać ją do transportu żołnierzy oraz zaopatrzenia na froncie, jednak w 1916 roku front się zmienił i Niemcy już nie mieli kolejki.
Natomiast po wojnie kolejka, zwana przez miejscowych CIUCHAJKĄ, rozpoczęła swój renesans, stała się największym węzłem tego typu, regularne składy i wielkie dochody, sprawiały, że Krośniewice kwitły. Na dowód potęgi tej kolejki starczy spojrzeć jaki duży i wypasiony  dworzec wybudowano w latach 60 XX wieku.



Rozwój Ciuchajki trwał aż do nastania gospodarki wolnorynkowej gdzie zaczął królować transport kołowy, jednak kolejka walczyła aż ostatecznie w 2008 roku umarła.
Co ciekawe w latach 90 gdy większość kolejek wąskotorowych w kraju już dawno upadła, to Krośniewicki węzeł umożliwiał przejazd na dystansie 140km!!!
Oczywiście nie można też nie wspomnieć, o fakcie, że większość mieszkańców Krośniewic pracowała bezpośrednio lub pośrednio na wąskotorówce. A wraz z jej upadkiem nastąpiły masowe zwolnienia. Jedyny plus upadku kolejki, że powstało bardzo klimatyczne miejsce do łazęgi.

Wróćmy jednak do relacji, z początku wybraliśmy się z Anią na główną linie torów gdzie stoi trochę wagonów towarowych, osobowych i kilka lokomotyw. Chodząc po tych wagonach doceniłem mocne wojskowe buty i wytrzymałość kurtki Carhartta które mimo przytarć, ostrych krawędzi wystających gwoździ, szkła itd. chroniły idealnie. Nawet śladu na nich nie ma, po kontakcie z tym całym złem, dlatego warto wyposażyć się w mocną odzież przed ruszeniem na urbex.
Składy po których wędrowaliśmy są w opłakanym stanie, jedna wielka rdza, wykradzione co się dało, zniszczone, przegniłe - jedna wielka kupa złomu. Widać, że co niektóre wagony są zaanektowane przez bezdomnych, lub żulów jako miejsce spotkań towarzyskich :P
 Przeszliśmy tak cały skład i skończyliśmy ten fragment eksploracji na stacji.




















Następnie  udaliśmy się do najciekawszego miejsca, mianowicie centrum Ciuchajki gdzie zlokalizowane były biura, stolarnie, magazyny, odlewnie, mechanik itd. Pomiędzy tymi wszystkimi obiektami mogliśmy podziwiać najlepiej zachowane wagony, fakt parowozy równie zniszczone co na głównym torze ale wagony, ładne, nie zniszczone, niektóre jak gotowe do ruszenia.













 Wędrując między wagonami docieramy do długiego niskiego budynku gdzie były ulokowane różne warsztaty,  wszystko pozamykane na kłódki i zamki, okna pozabijane deskami, albo zaspawane, ale jedne ku naszej uciesze były otwarte, mała luka, że plecak trzeba było zdjąć by się dostać do środka, ale bez wielkich perypetii znaleźliśmy się w kuźni. Mega klimatyczne miejsce, prasy, wielkie kowadła, paleniska - młotki no raj dla nożorobów itd. ;)


Po schodkach weszliśmy do małego pomieszczenia po schodkach gdzie było mnóstwo dokumentów o najróżniejszych sprawach, zużycia paliwa, różnych chemikaliów, zezwolenia na wyjazd itd. Nawet legitymacje znaleźliśmy, niestety była zniszczona, że nie udało się jej odczytać.





Po wyjściu z kuźni podeszliśmy do budynku naprzeciw, niestety, całkiem zaspawane okna, i zamknięte bramy na 3 spusty. A w środku perełki, bo lokomotywy, w stanie idealnym i co jeszcze lepsze parowóz praktycznie gotowy do jazdy.
Wejść do środka nie weszliśmy, ale jakieś fotki przez dziury w drzwiach czy oknie dało radę zrobić.







Następnie udaliśmy się do  rozdzielni, i przechodząc dalej koło kilku opuszczonych budynków mijamy parę wagonów i wychodzimy z terenu kolejki. I tak też kończy się ta urbexowa łazęga po Krośniewickiej Magistrali Kolejki Wąskotorowej. Mega klimat, ciekawa historia jednak szkoda, że te cacka stoją i niszczeją, jednak by odbudować chociaż fragment Ciuchajki potrzeba milionów, a chętnych na to jak nie było tak nie ma. A z pewnością byłby to super produkt turystyczny.
A już za kilka dni nowy Buszmen na Tropie gdzie będzie zarówno rezerwat jak i ten cały kolejkowy urbex i kilka dodatkowych atrakcji ;)