niedziela, 22 stycznia 2017

Artykuł o Preppingu

Jak wiecie, prepping to ważna sprawa, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Oczywiście często jest on przesadzony, lub wręcz przybiera idiotyczne formy, ale nie o tym jest ten wpis, mianowicie chciałbym wam zaprezentować artykuł w Gazecie Koncept o preppingu, który powstał z moją pomocą.
A tu link do artykułu, miłej lektury ;)

http://gazetakoncept.pl/artykuly/glowna/mateusz-zardzewialy/gdy_upadnie_cywilizacja-449


 

czwartek, 19 stycznia 2017

Refleksja Buszmenki



Uwaga!!!!! Uwaga!!! nowość na blogu!!!! Spojrzenie kobiety na bushcraft, survival, outdoor, naturę itd., oraz porady jak to być kobietą w buszu ;)  Rozpoczynamy nowy dział:  
ANIA BUSZUJE ;)

Dział bardziej dla pań, ale i panom polecam zajrzeć, gdyż warto wiedzieć co nasze kobitki myślą o tym całym szlajaniu się po krzakach oraz jak je do tego przekonać ;) 



Jestem… byłam dziewczyną miasta. Jasne, nadal potrzebuję cywilizacji, ale kilka rzeczy przez ostatni rok się zmieniło. Potrzebuję też dziczy. Teraz moje życie jest piękne, pełne wrażeń, pełne natury, przygód, podróży, szczęścia. A to przecież dopiero początek! Zostałam Buszmenką z wyboru ;)




Zawsze lubiłam podróże, dzięki Rodzicom zwiedzałam kraj wzdłuż i wszerz. Lubiłam spacery po lesie, górach. Ogniska. Zachody słońca nad wodą. Kochałam zwierzęta. Nigdy nie miałam szczególnej wiedzy – nie ukrywam. Nadrabiam ;) Wszystko fajnie, ale były pewne rzeczy, których sobie nie wyobrażałam, no nie do przeskoczenia. Pewnie typowo miejskie dziewczyny mogą myśleć podobnie.



-Robactwo! 
Jak mam funkcjonować, kiedy dookoła tyle pająków, przeróżnych robaków, komarów, os, mrówek, wszystkiego??? Nie po to w czasach podstawówki miałyśmy z sąsiadką broń balkonową (mopy :D) na wieczorne chrabąszcze, żebym teraz miała spać na ziemi i nie wiedzieć co po mnie łazi! A jednak… stopniowo przestaję zwracać na to uwagę. Budzę się w nocy i widzę jak obok wędruje pająk, mrówka czy coś niezidentyfikowanego. Odwracam się i zakokoniam w śpiworek. Nic strasznego. Podczas pierwszego 
biwaku w Borach Tucholskich komary tak mnie pochlały, że wyglądałam jakbym miała ospę. Trudno ;)

- Mam kleszczofobię.
 I tego chyba nigdy się nie pozbędę. Z tego miejsca wnioskuję o opracowanie jakiegoś specyfiku, który rozpylony nad światem pozabija te małe gówna, nie robiąc krzywdy niczemu innemu. Pozostaje mi psikać, smarować i wierzyć, że to coś daje.

- Bez bieżącej wody? Ciepłej? Bez prysznica, wygód łazienki? Nie ma szans. Rano trzeba się umyć, umyć zęby, ułożyć włosy, zrobić makijaż, ogólnie zadbać o siebie, bez tego ani rusz! Rusz, rusz ;) Powoli odkrywam jak, przynajmniej w minimalnym stopniu, móc o siebie dbać w trakcie naszych przygód.

- To nie są tanie rzeczy
Zawsze myślałam, po co mam coś kupować dodatkowo, niby lepsze, niby jakieś specjalne, to na pewno nie ma znaczenia i mi niepotrzebne. Zwracam honor. Ma. Może nie zawsze, ale ma. Po co mi inny śpiwór, skoro mam jakiś marketowy? Po co polar, nie lubię polarów, wolę fikuśną bluzeczkę. Po co bielizna termo, wątpię, żeby dużo zmieniała. Po co inny plecak, skoro mam jakiś z czasów obozów w podstawówce? Po co inne buty? Po co jakieś różne papierdółki? Teraz już wiem po co. A przez najbliższe lata na każdą możliwą okazję proszę o szpej, żebym mogła się doposażyć w to co mi jednak potrzebne ;)

- „Po cholerę Ci kolejny nóż?” – domyślam się, że to pytanie słyszy niejeden facet od swojej kobiety. Chyba lepiej dla Was, żebyśmy to pytanie zadawały za każdym razem. Bo w momencie kiedy w końcu kobieta dorwie jakiś, który jej się podoba i potraktuje go trochę jak dodatek codzienny, to też będzie potrzebowała kilku kolejnych, bo ten na pewno - niczym jej torebki i buty - nie jest uniwersalny i przecież nie pasuje do wszystkiego! ;) pytanie „po cholerę Ci kolejny nóż?” zmieni się w „kupujesz nowy? A dla mnie?” ;)

- Mam stać godzinę, w jednym miejscu, zimą, marznąć i czekać, bo może pojawi się jakiś zwierzak? Żart?  
Poszliśmy do parku w poszukiwaniu zimorodka. Czekamy, pojawia się kaczka, inna niż reszta, zaczęłam sobie ją obserwować przez lornetkę, jak się zachowuje. Przyleciał zimorodek, lornetka przyrosła mi do oczu! Podążałam za nim, ciesząc się jak dziecko! Nie mogłam go zgubić, polował, biedaczek złapał rybkę, z którą nie mógł sobie za bardzo poradzić… Fantastyczne!

- Biwak zimowy? A w życiu! 
 Zimą to się siedzi pod kocem, z książką i herbatką. Albo w śpiworze… Pożegnaliśmy stary i rozpoczęliśmy nowy rok moim pierwszym zimowym biwakiem. Po pierwszej nocy mój entuzjazm przy -12* trochę opadł. Zmarzłam jak cholera, wytrzęsło mnie. Prawie wcale nie spałam z zima. Twarda bądź, nie miętka! Na szczęście noc sylwestrowa była super przyjemna, mimo że teoretycznie miało być jeszcze zimnej. Biwak zimowy? Oczywiście! Tylko jeden jedyny problem z marznącymi stopami. Do rozwiązania!!

- Drzewo to drzewo, krzak to krzak, ptak to ptak…
 Aż wstyd się przyznać do żadnej wiedzy. Nie myślałam, że to może być ciekawe. Im więcej wiem, tym bardziej się nakręcam!

- Dzik jest dziki, dzik jest zły… 
Uwielbiam wszystkie zwierzaki, ale bałam się tego co się stanie, kiedy je spotkam. Po „Wilkach” Wajraka strach trochę zniknął. Pozostał ten przed dzikami. Spałam już głową na jednej, stopami na drugiej ścieżce zwierząt, przeżyłam. Innym razem koło biwaku coś się kręciło, przeżyłam. Jest ok. Mogłoby się do nas sprowadzić więcej wilków, może mogłabym mniej bać się dzików ;)

- Jakim cudem ja, takie maleństwo, 160cm i niecałe 50kg, mam dać radę dłuższej wędrówce z 10-15kg plecakiem? 
 Padnę. Umrę. Nie dam rady. Daję!







Nie wyobrażałam sobie, że moje życie, poza pracą zawodową, będzie opierało się właśnie na outdoorze i bushcraftcie, że będę chciała uczestniczyć we wszystkim co wymyśli mój Buszmen, że to będą wspólne przygody. Teraz to bez tego nie wyobrażam sobie życia.




Leśny chłopie, też bierz swoją babę do lasu! Bierz w podróż z plecakiem. Zakocha się w tym co robisz. A wspólna pasja i wspólne realizowanie marzeń to coś niesamowitego, podwójna dawka szczęścia :)

Foka z buszu.



poniedziałek, 16 stycznia 2017

Buszmen na tropie -sylwestra

I oto kolejny odcinek BUSZMEN NA TROPIE - tym razem relacja z wypadu na sylwestra, gdzie razem z Anią pokazujemy wam jak biwakować w zimowych warunkach, klasycznie znajdzie się też co nieco o fotografii a to wszystko w pięknych okolicznościach natury.
I uwaga!!!!!! uwaga!!!! nowość porada dla kobiet ;) 
Tak więc już nie przedłużam i miłego oglądania ;)

niedziela, 15 stycznia 2017

Polariada 2017 - relacja

Mamy zimę, i już tradycją stało się, że uczestniczymy w Polariadzie, organizowanej przez Tomka Frankowskiego. Jest to impreza mająca na celu propagowanie turystyki aktywnej w rejonie Nadwarciańskiego Parku Krajobrazowego. W tym roku Polariada zaczynała się w Lądzie pod klasztorem, gdzie zjawiliśmy się ekipą Ania, Tatko, Ja i Czarek z Po Prostu Outdoor. Tam chwilka reorganizacji i ruszyliśmy na szlak. Zgodnie ze scenariuszem imprezy mieliśmy pokonać trasę około 8 km do schroniska PTTK Chatka Ornitologa - bardzo klimatycznego, w super otoczeniu, i to wsio w przyzwoitych cenach. Wyruszyliśmy spod klasztoru trochę po 15, więc do Chatki dotarliśmy już po ciemku, pominę fakt, że 8 km w rzeczywistości było bliższe 12 km, ale i tak przyjemnie się szło, mimo iż trasa była nieźle oblodzona, a z czołówką o glebę nie trudno, ale o dziwo nikt gleby nie zaliczył.










I tak koło 19 dotarliśmy do wyżej wspomnianego schroniska. Tam rozpakowanie, zajęcie prycz i należyty odpoczynek. Najpierw gorąca zupa grzybowa, później ognisko i kiełbaski, no nie powiem, uczta miła na koniec dnia, zwłaszcza jak przez cały dzień zjadłem tylko śniadanie, batona, 2 kabanosy i gorącej czekolady z termosu troszku upiłem, więc taka kolacja była niezbędna. Po wyżerce przyszedł czas na rozmowy przy kominku, o wszystkim i o niczym, oczywiście, jak to na takich rajdach, niektórzy zrobili sobie reset i to dość mocny.
Koło 1 w nocy, wybraliśmy się na wydmę śródlądową. Krótki, miły spacer bez wielkiej wspinaczki, szkoda tylko, że nie było widoków, ale w świetle czołówek i tak wydmy robiły przyjemne wrażenie. Koło 2 w nocy wróciliśmy do Chatki i położyliśmy się spać. O 9 pobudka i śniadanie, jajecznica z jaj wielu przygotowana w garnku, tak, w garnku, jak survival to survival, nawet w kuchni.
I tak, po śniadaniu, koło 11 wyruszyliśmy w dalszą podróż, do Pyzdr. Drugi dzień cechował się zdecydowanie ładniejszą aurą, słońce, trochę chmurek, no idealne warunki do wędrówki i podziwiania pięknego krajobrazu Nadwarciańskiego PK.














Wędrujemy, podziwiamy krajobrazy, sporadycznie przelatujące ptaki i inne zwierzaki, i tak po kilku godzinach docieramy do Pyzdr. Tu mamy okazję obejrzeć ciekawą zabytkową architekturę, po chwili udajemy się do gospodarstwa agralnego na pożegnalne "ognisko" (tak naprawdę wypalanie pociętych resztek z sadów, a nie ognisko, no ale mniejsza z tym - zawsze cieplej było). Tu  herbatka, ostatnie rozmowy, udzielam wywiadu dla Radia Września i tu też kończy się Polariada 2017. Było przyjemnie i momentami bardzo śmiesznie, dobre jedzenie, fajni ludzie, ale największym plusem Polariady jest środowisko w jakim się odbywa. O tym rejonie mawia się "Wielkopolskie Bieszczady", jednak my nazywamy go "Wielkopolską Biebrzą".
Z pewnością zawitamy jeszcze w te rejony i pewnie będziemy też na kolejnych edycjach szlajania się nad Wartą.