czwartek, 23 marca 2017

Bushcraftowy zestaw Hultaforsa

Od jakiegoś czasu mam w kolekcji super zestaw bushcraftowy Hultaforsa z laplander.pl. Na ten zestaw składa się toporek Hultafors 0,8 kg oraz nóż Hultafors OK1 OUTDOOR. Zestaw spełnia wszelkie wymagania wędrówki, obozowania itd. Zapewnia nam przyjemną i pewną pracę oraz to, że nas nie zawiedzie w najmniej odpowiednim momencie.


Wyżej wspomniany toporek to czysta klasa i moc sama w sobie. Mega klimatyczne narzędzie, do tego świetnie wykonane, gdyż jest on kuty ręcznie!!! I to nie w Chinach, tylko w samiuśkiej Szwecji. Wykonanie pierwsza klasa, wszystko perfekcyjnie dopasowane, wykończone, nigdzie nie ma jakichś uszczerbków, rys, pęknięć itd. Do tego zastosowanie najlepszych materiałów (głownia kuta ze stali węglowej oraz trzonek z hikory) sprawia, że praca zarówno przy rąbaniu i ścinaniu drewna jest niezwykle przyjemna i sprawna. Co ważne, dzięki odpowiedniemu wyprofilowaniu trzonka podczas pracy nie męczymy się zbytnio, gdyż większość siły łupiąco-tnącej idzie z wyważenia.
Waga 0,8 kg (waga samej głowicy) jest optymalna jak na siekierę obozowo-bushcraftową. Razem ze styliskiem waży około 1,2 kg, mało to nie jest, bo np. Fiskarsy są lżejsze, jednak tu ergonomia pracy, no i co najważniejsze klimat rekompensują wagę. Zresztą dzięki takiej wadze toporek Hultaja sprawdza się lepiej przy rąbaniu.





A no właśnie, jak to jest z rąbaniem? Bosko, nie ma najmniejszego problemu z rozłupywaniem, cięciem, ścinaniem itd., świetnie też się sprawdza do odłupywania gałęzi od pnia. Wchodzi w każde drewno jak w masło. Jest tak ostry, że w sytuacji podbramkowej ze spokojem możemy wykorzystywać go zamiast noża do strugania itd.
Według producenta nie powinno się uderzać obuchem, jednak ja postanowiłem, a co tam, sprawdzić co się stanie i troszku powbijałem śledzi czy kołków i powiem wam, że nie zauważyłem, by coś złego się stało z toporkiem.







Lekko ten hultaj nie miał, w sumie cały zestaw lekko nie miał i mieć nie będzie. Ostre rąbanie, i to na ziemi, nie stępiło toporka, jedynie lekko się ostrze uszczerbiło przy spotkaniu z kamieniem, no ale to nic dziwnego, starczy pilnikiem chwilkę się pobawić i będzie nówka sztuka nieśmigana ;)
W zestawie z toporkiem dostajemy fajną skórkową osłonkę na ostrze.

Toporek hultafors 0,8kg to naprawdę świetna opcja dla każdego, kto szuka dobrego narzędzia w dobrej cenie. Szwedzka jakość, solidne wykonanie, przemyślany projekt, marka z kilkusetletnią tradycją za przystępne pieniądze. W laplanderze możecie go kupić już za 140 zł!!! Czyli naprawdę dość tanio, z tego co się orientuję nie da się w tej cenie dorwać tak wysokiej jakości połączonej z bushcraftowym klimatem.
Czyli toporek hultaja jest super, mega hiper i sprawdza się w każdych warunkach, nawet brutalnego traktowania. Automatycznie staje się też podstawą tego bushcraftowego zestawu. Bo zapewne część z was też się ze mną zgodzi, że nieraz lepiej mieć toporek niż nóż. Bo toporkiem zrobimy większość tego co nożem, a już nożykiem mało tego, co zrobić można siekierą.

Jednak ja bez noża się czuję nagi, nie jest on niezbędny, ale naprawdę dziwnie mi jak jakieś ostrze nie gości w kieszeni czy na pasku. I tak też ostrzem w tym bushcraftowym zestawie jest Hultafors OK1 Outdoor.
Nóż bardzo podobny do jakże kochanych i popularnych Mor, i fakt, ten sam kraj pochodzenia, podobna budowa, jednak Mora nie ma podobnego noża w swojej ofercie, ani noża z takimi bajerami w tej cenie.


A jakie bajery może mieć taki nóż? A no zacznijmy od tych bardziej bushcraftowo-survivalowych. Klasyka jak w tego typu nożach, plastikowa pochwa, tyle że tu mamy dużą parcianą szlufkę, dzięki której można powiesić nóż na każdym pasie, od zwykłego cienkiego turystyka po szeroki skórzany pas (ze spokojem 5/6 cm przejdzie).
Pochwa OK1 Outdoor dodatkowo jest wyposażona w pętlę na krzesiwo, dzięki czemu bezproblemowo mamy cały czas źródło ognia pod ręką, w tę pętelkę można też wsadzić ołówek budowlany czy osełkę długopisową.
Sama pochwa jest bardzo mocna i ze spokojem wytrzymuje siadanie nie niej, wbijanie w ziemię itd. Co w przypadku prawdziwego ostrego tyrania jest niezwykle istotne.




Kolejnym bardzo przydatnym dla przyrodnika bajerem jest miarka nadrukowana na klindze. Dzięki tej podziałce ładnie można odmierzyć wielkość np. tropu.



Kolejną istotną sprawą dla każdego bushcraftera jest fakt, że nóż jest wykonany z wysoko węglowej stali, zabezpieczonej czarną warstwą anty refleksyjną, która również zapobiega rdzewieniu. Pokrywa jest niezwykle mocna, gdyż mimo cięcia, rąbania, batonowania, podważania itd. minimalnie się porysowała i to jedynie przy samej krawędzi tnącej.
Jak już wyżej wspominałem do pochwy OK1 można przyczepić krzesiwo, a dzięki wykończonej na ostro górnej krawędzi klingi możemy spokojnie i wygodnie używać jej jako blaszki iskrzącej do krzesiwa (dobrze to widać w Buszmen na Tropie tajemnicze Izery)



Hultaj OK1 to idealnie skrojony nóż do bushcraftu, dużo przemyślanych rozwiązań, super wykonanie, bardzo przemyślana konstrukcja, która zapewnia przyjemną i bezpieczną pracę, i co ważne jest niezwykle wygodny. Duża rękojeść z twardego porowatego tworzywa sprawia, że można nim wbijać śledzie w zmarzniętą ziemię, mocno osadzona klinga sprawia, że możemy Hultajem podważać korę, drewno, można na luzie batonować itd. I nic z takich działań typowo outdoorowo-survivalowych nie robią na nim wrażenia. Dzięki wyżej już wspominanej stali węglowej, mamy niezwykle ostre narzędzie, które praktycznie się nie tępi.


I powiem wam, że tak jak mam ponad 100 noży w swojej kolekcji, to ten Hultaj niezwykle przypadł mi do gustu. Mocny, dobrze zrobiony, i co ważne w mega spoko cenie. Bo świetny bushcraftowy nóż mamy za  niecałe 70 zł.




Tak więc jak widzicie, w Laplanderze za nieco ponad 200 zł otrzymujemy naprawdę świetny bushcraftowy zestaw, który sprosta i zadowoli nawet wymagających użytkowników.


A gdyby ktoś chciał zrobić jakieś zakupy w laplanderze to do końca marca, wpisując buszmen  w polu rabat podczas zamawiania, otrzymacie 5% na wszystkie produkty Hultaforsa.








wtorek, 21 marca 2017

Buszmen na Tropie Tajemnicze Izery

I kolejny Buszmen na Tropie, tym razem łazęga po krainie duchów, pogan, a to wszystko oprawione w ciężkie i zmienne warunki. Oczywiście klasycznie też przyroda, fotografia i outdoor ;)

Miłego seansu ;)




poniedziałek, 20 marca 2017

Fotorelacja ze Śnieżycowego Jaru

W minioną niedzielę postanowiliśmy wybrać się do niezwykle popularnego i ciekawego rezerwatu, mianowicie Śnieżycowego Jaru. Jest to rezerwat chroniący rzadką na niżu polskim Śnieżycę (taki mały kwiatek), której naturalnym środowiskiem jest południe Europy, a w Polsce występuje tylko w Karpatach i Sudetach między 500 a 1000 m n.p.m.

Więcej o nim w Buszmen na Tropie, a dziś nieco zdjęć:



























niedziela, 19 marca 2017

Latarka Armytek Wizard Pro

Jak zapewne każdy z was, tak i ja doceniam dobre oświetlenie, i to zarówno w terenie, jak i codziennym użytkowaniu. Dziś przyszedł czas na recenzję latarki czołowej ARMYTEK WIZARD PRO. Jest to najmocniejsza latarka jaką miałem okazję testować, ma to swoje zalety, ale i wady. Jednak zanim do nich przejdziemy, trochę danych.


Przy swoich kompaktowych wymiarach i niskiej wadze zaskakuje mocą i wytrzymałością, bo na diodzie ma aż 2300 lumenów, a na wyjściu z reflektora 1600 lumenów (taka moc topi tropik namiotów). Dzięki tej mocy możemy poczuć się w nocy jak w dzień, wszystko widzimy nawet w odległości 130 m. Niestety przy tym najsilniejszym trybie WIZARD pożera baterię jak szalony, bo już w godzinę się rozładowuje (po godzinie na najmocniejszym trybie, zaczyna przygasać, a po 1.30h pada całkowicie).
Jest to duża wada, gdy jesteśmy w dziczy, ale przecież nikt na pełnej mocy cały czas nie działa. A w tym Armyteku mamy do dyspozycji aż 11 trybów pracy!!! Z czego jeden wytrzymuje nawet 200 dni!!! Fakt, że te najsłabsze są piekielnie słabe i dalej niż na 30 cm, a w najsłabszym to dalej jak na kilka centymetrów nic nie widzimy, ale do ogarnięcia się w namiocie, czy gdy chcemy być widoczni, no i tam, gdzie liczy się wytrzymałość baterii taki tryb z pewnością się przyda.


Wszystkie tryby pracy:
  • Turbo2 - 1800 (1h),
  • Turbo1 - 900lm (1h 7min),
  • Główny 3 - 390lm (4h),
  • Główny 2 - 165lm (10,5h),
  • Główny 1- 30lm (50h),
  • Świetlik 3 - 5,5lm (12d),
  • Świetlik 2 - 1,5lm (40d),
  • Świetlik 1 0,15lm (200d),
  • Strobe3: 10Hz, Turbo2, 2h;
  • Strobe2: 1Hz, Turbo2, 3.5h;
  • Strobe1: 1Hz, Main2, 35h


Kąt świecenia to 70*, natomiast razem z poświatą uzyskujemy około 120* oświetlenia, co jest naprawdę niezłym wynikiem. I daje świetną widoczność.
Co ważne, światło niezależnie od używanego trybu ma bardzo ciepłą i przyjemną barwę.
Podczas pracy cały czas czujnik naładowania (przycisk włączania i wyłączania) informuje nas o stanie akumulatora różnymi kolorami. Klasycznie, zielone to naładowane, czerwone oznacza, że zaraz nam latarka zdechnie.

Kolejną cenną sprawą w Armytek Wizard Pro jest zastosowanie zabezpieczania przed przegrzewaniem. Mimo godzinnej pracy na pełnych obrotach, zagrzała się do tego stopnia, że ciężko było ją dotknąć, ale nic jej się nie stało. Większość podobnych oświetleń wyłącza się w momencie przegrzania.

Jak już jesteśmy przy jej wytrzymałości, to warto wspomnieć, że latarkę można zrzucić z 10 metrów. Z tylu wprawdzie nie zrzucałem, ale spadła kilka razy na beton z wysokości +/- 2 metrów, co nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia. Tak samo woda jej niestraszna, można ją zanurzyć do 10 metrów, na takiej głębokości nie sprawdzałem, ale w strumieniu, czy deszczu można śmiało ją katować.


Trochę danych już mamy i według nich wygląda na to, że jest super, a co w praktyce reprezentuje Wizard Pro?


Używany zarówno jako latarka w codziennym noszeniu, awaryjne źródło światła w domu, czy też na urbexie, nie wspominając o terenie. W każdej z tych ról spisywał się dobrze lub wręcz idealnie.
W codziennym noszeniu robi super robotę -  tu widać, że to jej żywioł - duża moc, mocna konstrukcja z aluminium lotniczego sprawia, że świetnie doświetlimy sobie ciemny zaułek, jakieś ciemne pomieszczenie, poświecimy sobie podczas gmerania w samochodzie itd. bez obawy, że nam się zepsuje. Nie jest to byle jaki chińczyk, tylko naprawdę solidna konstrukcja. W takim nazwijmy to cywilizowanym użytkowaniu, prądożerność nie ma większego znaczenia, bo latarkę możemy sobie praktycznie codziennie ładować, czy z powerbanka, czy gniazda zapalniczki, dzięki ładowarce, którą mamy w zestawie (ładowarka na magnesie z wyjściem USB - mała i lekka).




Wyżej wspomniany magnes jest mega przydatny w codziennym życiu, jak i np. na urbexie, możemy sobie podłączyć latarkę do maski auta czy innego metalowego przedmiotu i mieć stałe źródło światła, które świeci nam tam gdzie chcemy, niezależnie od tego, gdzie patrzymy, a ręce dalej mamy wolne. Dzięki ciepłej barwie światła i możliwości podczepienia do czegoś metalowego Armytek staje się super latarką dla fotografa. Świetnie się sprawdza do doświetlenia jakiegoś planu.
Czyli jak widać, jako latarka do EDC, do auta, domu itd. sprawdza się świetnie. A co z terenowym zastosowaniem?




Tu jest podobnie jak wyżej, światło przyjemne, spory zakres regulacji itd., to wszystko sprawia, że wygodnie jej się używa na biwaku czy podczas marszu i innych aktywności outdoorowych. W terenie na komfort znacznie wpływa bardzo wygodne zawieszenie. System pasków z pełną regulacją i montaż do latarki powodują, że dosłownie nie czujemy tego, że coś mamy na głowie. Nic nas nie gniecie i nie ciąży, tak samo system ten zapewnia nam świetną możliwość regulacji kierunku światła.



Przy wypadzie na 3 dni w teren i używaniu latarki normalnie - czyli średnie światło, czasem pełna moc, a czasem jeden z najsłabszych trybów, to w zupełności nam wystarczy i jeszcze zostanie trochę prądu. Czyli stawiam, że starczy przy rozsądnym użytkowaniu na około 4 wieczory. Jednak przy dłuższym wypadzie niezbędne jest podładowywanie lub potrzeba wyposażenia się w zapasowe akumulatorki.



Więc jak widzicie, w terenie jest naprawdę dobrze, niestraszne jej złe warunki czy brutalne traktowanie, świeci mocno i przyjemnie, duży dobór trybów świecenia itd. Czyli można ze spokojem szlajać się z nią po krzakach, polach, lasach i gdzie tam kto chce. Jednak z pewnym ograniczaniem z racji prądożerności. Akumulatorki w zapasie lub powerbank w pewnym sensie rozwiązują problem. Jednak według mnie i tak powinniśmy mieć jakąś latarkę jeszcze w zapasie, gdyż nie zawsze mamy czas czekać aż się naładuje nam akumulator.





Według mnie Armytek to naprawdę fajna opcja do takiego codziennego użytkowania, ale w terenie to raczej sprawdza się głównie na krótszy wypad, na dłuższy lepiej się wyposażyć w zwykłą czołówkę z turystyka na tzw. zwykłe paluszki. Moc niższa, ale za to mniej prądożerna na wysokich trybach pracy. Ale coś za coś. Albo mamy latarnie, albo zwykłe źródło światła.
Podczas testów nie zauważyłem żadnych wad, poza poborem prądu oraz może ceną, bo 440 zł za latarkę to naprawdę dużo.
Z początku dość sporą wadą wydawało się operowanie trybami, bo wydaje się to dość upierdliwe, ale po jakimś czasie człowiek się nauczy jak wyklikać pożądany tryb ;)



Czy polecam? Nie mogę nie polecić, bo jest naprawdę świetna, barwa światła cudna, tryby umożliwiają dobór światła do potrzeb to wszystko sprawia, że Armytek Wizard Pro to naprawdę świetny produkt. Tylko jednak cena dość zaporowa i ta łakomość na energię. Na rynku jest wiele innych czołówek, które też robią robotę, jednak z tak mocną się nie spotkałem, i z pewnością każdy z was, kto pobawi się Wizardem zakocha się w nim. Więc jeśli was stać na taką latarkę, to warto.