czwartek, 8 grudnia 2016

O tym jak oprawiałem nóż MORA 2000

Każdy z nas lubi noże i tego nie da się ukryć. Tak samo, każdy z nas ma jakiś ulubiony nóż, no ja to akurat mam kilka ulubionych, ale przemilczmy ten fakt.
Nie da się też ukryć, że MORA to klasyk bushcraftu, wręcz nóż obowiązkowy, stosunek jakości do ceny jest naprawdę genialny, można śmiało powiedzieć, że każdy kto troszkę siedzi w tym lesie jakąś morę w życiu przerobił.
No jak możecie się domyślić ja przerobiłem kilka morek, a mora outdoor 2000 to  moja ulubiona. Mankamentem większości MOR jest tandetny plastyk, mocny, praktyczny ale zabierający klimat. Troszku jak plastykowa zabawka, nie żeby to były złe okładziny czy coś. Ale jednak klimatu to one nie mają.


mora przed tuningiem w porównaniu do rata 1

No i tak też sobie ta nieco tandetna Mora 2000 leżała w kartonie, aż przyszedł czas na stworzenie jej na nowo, danie jej nowego życia, wręcz nie zawaham się stwierdzić, że wskrzeszenia jej. Postanowiłem dać jej nową rękojeść, dużo bardziej klimatyczną, oraz domek z plastykowego zamienić na skórzany.

Na wstępie pozbycie się oryginalnej rękojeści, prawdziwa walka i to nie równa. Piłka i nóż nie dają rady, do tego stopnia, że łapa rozcięta. No to jak się tego dziadostwa pozbyć? No nic pozostaje nam szlifierka, no i tak szlifując kawałek po kawałku, grzejąc szlifierkę prawie, że do czerwoności udało się ogolić more do samej klingi. Dowód na to, że mora to naprawdę mocne noże.

Następnie kolej na dopasowanie materiałów na rękojeść, postanowiłem pójść dość klimatycznie. Mianowicie do stworzenia nowej rękojeści postanowiłem użyć (w takiej kolejności patrząc od ostrza):

  • MOSIĄDZU
  • ROGU BAWOŁA  
  • BRZOZY KARELSKIEJ
  • POROŻA RENIFERA





Nie powiem by to było jakoś bardzo trudne, ale łatwo też nie było wywiercić, dopasować i wyszlifować wszystkie elementy tak by to wyglądało jakoś przyzwoicie i trzymało się kupy. Dużo przekleństw, dużo szlifowania i ciecia. W sumie by szału nie dostać i nie zabić wszystkich dookoła, rozłożyłem to sobie na dwa weekendy.

W pierwszy powycinałem otwory w podzespołach nowej rękojeści, tak by je można było je nałożyć na more, oraz wstępnie ze sobą spasować.
W kolejny weekend dokończyłem pracę,ostatecznie spasowane ładnie i równo, następnie skleiłem całość. Kolejnego dnia przeszlifowałem tak by zrównać i zaoblić całą rękojeść, tak by zapewniała wygodny chwyt.
I tu ważna sprawa, ja szlifowałem to bez okularów i maseczki co było wielkim błędem - smarkałem pyłem z krwią przez kilka godzin, dosłownie zatoki pełne tego syfu. Tak więc jeśli będziecie się bawili w takie sprawki, nie zapominajcie o maseczce i okularach. Bo proszek z rogu i drewna w zatokach to nic miłego, a w oku to tym bardziej, nawet jeśli Medycyna Chińska mówi co innego.


I tak też gdy już wszystko wyszlifowałem, wypolerowałem i wypicowałem, w miarę możliwości, przyszedł czas na pochwę. Postanowiłem wykonać ją ze skóry formowanej na mokro. Dla estetyki dodałem tłoczony wzorek.
Poniżej gotowy nóż wraz z nowym domkiem:








Oczywiście szału nie ma, mógłby być dużo piękniejszy i pewnie jeszcze lepiej spasowany, ale jest wygodny i robi robotę. Tak samo pochwa, du...y nie urywa, ale spełnia swoje zadanie, trzyma dobrze, zapewnia wygodne i bezpieczne przenoszenie, czego chcieć więcej.
Jak na pierwszy kontakt z oprawianiem noża to jestem bardzo zadowolony, pierwsze koty za płoty.


wtorek, 6 grudnia 2016

Kruk padline Ci przepowie

Kruk piękny, potężny i dostojny ptak, dość popularny w naszym kraju. Często jest mylony z gawronem ale jednak to całkiem dwa różne ptaki. Jednak nie o tym jak je rozróżnić, ani o tym jak ten kruk żyje jest dzisiejszy wpis, a bardziej o tym jak to KRUK PADLINĘ NAM PRZEPOWIE.



Mianowicie kruki jedzą padlinę, są dość hałaśliwe i duże, czyli można powiedzieć, że przy stole się zachować nie umieją gdyż rajban robią nie mały i zwracają naszą uwagę gdy się stołują, no dosłownie nie sposób ich nie usłyszeć lub nie zauważyć.

Gdy dodamy do siebie padlinę, czyli kruczy obiad, hałasujące i latające kurki, zataczające kółka na stosunkowo małej powierzchni i do tego dość nisko nad ziemią, mamy jak w banku, że gdzieś tu musi być jakaś padlina. Możemy dosłownie być pewni na 99% że gdzieś tu w promieniu kilkunastu metrów od zgromadzenia tych ptaków jakieś truchło leży.

Można sobie zadać pytanie; Po co nam padlina? A no z kilku powodów jest przydatna, patrząc survivalowo mamy szanse na zdobycie mięsa (padlina musi być: świeża oraz być ofiarą drapieżnika lub człowieka, gdy padła sama z siebie może być "trująca")  oraz mamy źródło ścięgien, kości, poroża itd. na jakieś wyroby.
Natomiast patrząc pod względem twichera, birdwatchera, czy fotografa  mamy idealną szanse na obserwację oraz fotografowanie wielu gatunków ptaków jak i innych zwierząt.
Przy padlinach najczęściej można spotkać właśnie kruki, czy też sikory, sójki, często trafiają się większe latające drapieżniki jak orły, bieliki itd. Możemy również spotkać przy padlinie wiele ssaków żywiących się mięsem.



Oczywiście by obserwacja i fotografowanie przy wykorzystaniu padliny były udane, należy oddalić się od niej i  następnie zakamuflować - jest to bardzo ważne zwłaszcza, w przypadku ptaków, które są bardzo czujne i gdy im cokolwiek nie przypasuje odlecą lub wcale się nie pojawią.

Dowodem na to, że kruki są genialnym wskaźnikiem na obecność padliny, jest ostatni wypad do lasu. Wyszliśmy z auta, kilka metrów idziemy drogą i bum, widzę kruka, jednego, drugiego i po chwili całą gromadę. Latają między drzewami, część siedzi na gałęziach, kraczą i drą się wniebogłosy no nic pewny jetem i to na 100%, że tam coś musi być. Gdzieś coś musi leżeć. Jeszcze nie wiem co, ale jakieś mięso gdzieś jest.
Po kolejnych 30m doszliśmy do truchła koziołka, dość mocno sfatygowanego koziołka - na 99% został ukatrupiony przez wilka. Zaczailiśmy się tam niedaleko padliny, ale niestety nic poza sikorkami nie chciało przylecieć. Więc powędrowaliśmy dalej, ale jest to świetne potwierdzenie na to, że kruki to genialny i najlepszy wskaźnik padliny.






Czyli jak widzicie sami, nic tylko podczas wyprawy w teren rozglądajcie się za krukami i może też uda wam się znaleźć jakaś padlinę i wykorzystać ją jako zanętę na inne zwierzęta, by móc je obserwować i złapać w kadrze. Obserwując padlinę możemy też wydedukować co ją zabiło, jak dany drapieżnik żeruje, uczymy się tropić, rozpoznawać ślady i tropy, poznajemy zasady życia w lesie. Ma to naprawdę wiele plusów, czasem strasznie śmierdzi, czasem wygląda mega tragicznie, ale taka właśnie jest natura, brutalna ale i niezwykle piękna i ciekawe.

Tak więc aparaty oraz lornetki w dłoń i ruszajcie w knieje ;)

Spotkanie z Adamem Wajrakiem i Tomaszem Samojlik - UMARŁY LAS

Wczoraj mieliśmy okazję wybrać się na spotkanie z Adamem Wajrakiem i Tomaszem Samojlikiem. Spotkanie dotyczyło niedawno wydanego Komiksu pt. UMARŁY LAS.

Komiks opowiada o tym jak to tak naprawdę jest z tym martwym lasem - niedługo pojawi się jego recenzja na blogu ;)

Podczas spotkania autorzy opowiadali jak to naprawdę jest z tą PUSZCZĄ oraz komentowali sytuacje z komiksu, było też lekko politycznie, czego w aspekcie Puszczy Białowieskiej nie da się uniknąć, oraz było mnóstwo pytań. Oczywiście 99% jeśli nie wszystkie były zadawane przez dzieci, które na prawdę miały gigantyczną wiedzę przyrodniczą.

Po pytaniach przyszedł czas na autografy, dwie godziny stania w kolejce i udało się mamy wpis do komiksu i rysunek stwora, przesympatycznego KORNIKA ;)

A wy łapcie fotki ze spotkania i lećcie kupić UMARŁY LAS ;) a to dopiero pierwszy tom.
















sobota, 3 grudnia 2016

Jakie to Pióro - książka

Zapewne każdy z nas nieraz i nie dwa znalazł jakieś pióro podczas wypraw w busz.  Już samo znalezienie to fajna sprawa, ale możliwość rozpoznania czyje to piórko jest sprawia największa frajdę. No ale mało kto umie rozpoznać od tak, a nawet jeśli to długo się uczył, oczywiście najlepszą opcją jest poprosić jakiegoś ornitologa czy kogoś innego znającego się na tym fachu. A co jeśli nie znamy nikogo takiego? Wtedy powinniśmy rozejrzeć się za różnymi publikacjami o ptakach. I bardzo fajną w aspekcie rozpoznawania piór jest książka pt. JAKIE TO PIÓRO? autorstwa Einharda Bezzela.


Jest to cienka, nieco ponad 100 stronicowa książeczka, która umożliwi nam rozpoznanie około 70 gatunków ptaków właśnie po piórach.  Mnóstwo kolorowych ilustracji  oraz zdjęć przedstawiających różne pióra różnych ptaków, dla ułatwienia są one pogrupowane według wyglądu.
Poza opisem czuje to piórko jest dowiemy się również budowy, kształtu oraz funkcji jaką pełnią, gdyż jak wiadomo mamy lotki, sterówki itd. i każdy typ pióra odpowiada za co innego.

Dodatkowo JAKIE TO PIÓRO niesie nieco informacji na temat 60 gatunków, jak żyją, gdzie je można potkać i wiele innych ciekawostek.

Inną cenną sprawą w tej publikacji są wskazówki jak zbierać i przechowywać pióra, jak opisywać swoje znaleziska oraz to czy twoja kolekcja może mieć znaczący wpływ na naukę.

Gdyby tego było mało JAKIE TO PIÓRO na tyle okładki ma nadrukowaną miarkę, dzięki czemu możemy łatwo i szybko w terenie zbadać naszą zdobycz.

Podsumowując mała, lekką książka, z bogatą gamą zdjęć i opisów ułatwiających nam rozpoznanie piór. Czyli jest to idealna opcja na wycieczki w plener, która powinna znaleźć się w plecaku - może być ciężko dostępna, ale na pewno jeszcze idzie ją gdzieniegdzie dorwać  a z pewnością warto się za nią rozejrzeć. Tak więc miłego birdwatchingu ;)

czwartek, 1 grudnia 2016

Jak dokarmiać ptaki

Idzie zima, czyli okres dokarmiania naszych małych i tych większych latających braci. Niby karmnik, słoninka dla sikorek, chleb itd. to norma ale czy na pewno jest to dobre podejście???
I tu właśnie jest pewien problem, bo to co nam się wydaje nieszkodliwe może naprawdę doprowadzić do śmierci lub poważnych problemów. Często dokarmiamy ptaki mimo, że nie ma takiej potrzeby lub używamy niewłaściwych pokarmów. I właśnie o tym jak to robić z głową jest dzisiejszy wpis ;)





 Mianowicie podstawa to zdanie sobie sprawy z tego iż dokarmianie wiąże się z wielką odpowiedzialnością, niewłaściwe karmienie może być dla ptaków szkodliwe, czy wręcz zabójcze nawet bardziej niż mrozy, śnieżyce itd.

Najlepiej dokarmiać je pokarmem najbardziej zbliżonym do tego naturalnego, do tego czym się żywią same i to dostosowane dla danego gatunku.
Czyli od razu możemy zdyskwalifikować to czym pewnie z 90% polaków dokarmiających karmi ptaszyny, mianowicie CHLEB. Wydaje się to dziwne, no bo w końcu klasyczny obrazek: rodzice z dziećmi, siatka pełna skibek, bułek, kromek, skrawków pieczywa itd. i nad staw, czy jeziorko dokarmić ptaszki. I fakt jest to fajne, bo rodziny i ludzie się integrują, ludzie spędzają czas na świeżym powietrzu, ruszają tyłek z kanapy i co ważne mają jak najbardziej szczere i dobre chęci, ale chęci to nie wszystko, potrzebna jeszcze jest wiedza.
Mianowicie chleb jest szkodliwy dla ptaków gdyż często podawany jest już nadpsuty - a ptaki to nie śmietniki - gdyby tego było mało, dokarmianie ptactwa białym pieczywem może doprowadzić nawet do śmierci, gdyż jest ono bardzo przetworzone. Czyli chemia, a zwierzaki są bardzo wrażliwe na wszelkie nienaturalne składniki. Kolejną sprawą w przypadku chleba to to, że nie ma on wartości odżywczych, ptak zjada papkę i się zapycha a nie przyswaja wartości odżywczych umożliwiających mu odlecenie czy prawidłowe funkcjonowanie. Gdyby tego było mało, spożywany przez dłuższy okres może doprowadzić do poważnych chorób układu trawiennego. Poza szkodliwością dla ptaków chleb jest bardzo szkodliwy dla samego środowiska. Mianowicie w ekosystem trafiają gigantyczne ilości niezjedzonego chleba, on zaczyna gnić i zanieczyszczać np. zbiorniki wodne co prowadzi do sporych spustoszeń.
Gdy tak sobie ten chlebek gnije w wodzie, glony mają używanie i znacznie przyśpieszają swój rozkwit co sprawia, że mamy problem z eutrofizacją zbiornika. Już tłumacze co to za dziwny proces -mianowicie chodzi o to, że glony się rozwijają na potęgę, zużywają tlen zawarty w wodzie oraz wydzielają szkodliwe gazy w wodę przez co ryby są podtruwane, a w efekcie końcowym może doprowadzić do praktycznie całkowitego zaniknięcia życia w takim zbiorniku.

Inną sprawą jest to, że chleb który pozostaje na łąkach, plażach itd. ściąga szczury które przenoszą różne choroby, w tym groźne dla człowieka. No i nikt szczurów w swoim otoczeniu nie chce.

I jak zaszokowani? Niby nic takiego, zwykły chlebek, który po chwili jak łabądek nie zje rozpadnie się, rozmoczy i gitara, jednak jak sami widzicie problem jest dość duży, dlatego suchy chleb zostawmy dla koni a ptactwo dokarmiajmy według poniższych wskazówek.



Podstawa tak jak już pisałem to dostosowanie jedzenia do ptactwa, tak by było jak najbardziej naturalne. Jednak gdy nie wiemy czym się dany gatunek żywi możemy ze spokojem dokarmiać je następującymi składnikami:


  • Winogrona
  • Owies
  • Słonecznik
  • Sałata
  • Różne nasiona
  • Słonina
  • Daktyle
  • Rodzynki
  • Kule z owoców,nasion i słoniny


Oczywiście można również kupować mieszanki już gotowe do podawania ptakom, czy to w sklepach zoologicznych, czy marketach mamy spory wybór. Możemy również samemu przygotować jakieś mieszanki. Sklepy zoologiczne mają ten plus, że sprzedawca powinien umieć nam doradzić odpowiedni zestaw do konkretnych ptaszków jakie do nas przylatują, oczywiście wcale nie powiedziane, że będzie umiał to zrobić, ale spytać nie szkodzi. Możemy również poszukać informacji w internecie na stronach organizacji ekologicznych ,czy jakiś związków przyjaciół ptaków itd. czym dokarmiać i jak to robić w przypadku konkretnych ptaków.





Tak jak pisałem pamiętajmy, że zwierzęta to nie śmietniki, nie dokarmiajmy ich czymś co jest stare czy zepsute, nawet lekko nadpsute. Sami tego nie zjemy to z jakiej racji one mają to jeść? No właśnie!  Nie podawajmy im również resztek z obiadu, gdyż zawierają w sobie przyprawy, sól itd. które dla ptaków są szkodliwe.
Nieświeże warzywa oraz inne rzeczy powodują poważne problemy gastryczne a w efekcie końcowym mogą doprowadzić do zgonu. Dlatego świeże oraz odpowiednie jedzenie jest bardzo ważne wręcz podstawowe gdy już decydujemy się je dokarmiać.

Słonina w dodatnich temperaturach zaczyna jełczeć co jest szkodliwe dla ptaków - dlatego montujmy ją w zacienionych miejscach oraz w okresie ujemnych temperatur.





A kiedy dokarmiać?
Wiele osób dokarmia cały rok i jest to wielki błąd. Z racji iż ptaki przyzwyczajają się do stałej i łatwej wyżerki często rezygnują z wędrówek do cieplejszych krajów (np. łabędzie) i z ptaków wędrownych stają się osiadłymi. Jest to nienaturalne oraz szkodliwe, przyjmuje się, że zaprzestanie dokarmiania nie wpłynęło by jakoś diametralnie szkodliwie na populacje ptactwa w Polsce. Więc nie jest to niezbędna czynność z naszej strony, dlatego powinniśmy ograniczyć się jedynie do dokarmiania ich w okresach zimowych, gdy faktycznie zdobycie pokarmu jest utrudnione. I tu ważna sprawa, gdy już zaczniemy im dawać jeść i przyzwyczaimy je do tego, że stołówka jest zawsze otwarta to nie możemy im zabrać tego źródła jedzenia aż do nastania cieplejszych dni. Czyli np. zaczynamy dokarmiać w grudniu i przyjmijmy, że do marca mamy jakiś tam karmniczek na balkonie czy w innym miejscu.
W zasadzie ptaki w okresach nie zimowych nie mają najmniejszych problemów z pozyskaniem jedzenia, dlatego nie musimy a wręcz nie powinniśmy ich dokarmiać gdy jest ciepło, bo to szkodliwe dla nich i czesto prowadzi do zmiany trybu życia.
Oczywiście są od tego  pewne wyjątki, ale nie o wyjątkach dziś mowa, no i poza tym: wyjątek potwierdza regułę ;)

Jesteśmy gatunkiem myślącym dlatego wykazujmy się odpowiedzialnością ;) Oswoiłeś to nie krzywdź!!





Poza pokarmem powinniśmy wystawić jakiś pojemnik z wodą, gdyż jak wiadomo woda w warunkach temperatur ujemnych jest dość ciężka do zdobycia. Ptaki nie ludzie stopić śniegu, czy lodu na kuchence czy przy wykorzystaniu innej metody nie potrafią. Wiem wiem można by powiedzieć, nich topią w dziobach jednak jak wiecie jest to dość ciepłochłonna technika, a ptak nie ma tyle energii by ją na to marnować, więc nie może tak zdobyć wody. Dlatego regularnie wystawiajmy wodę tak by ptaki mogły się ze spokojem napić - pamiętaj,że woda zamarza, sprawdzajmy i zmieniaj ją co jakiś czas na ciekłą.

Mam nadzieję, że otworzyłem wam nieco oczy na sprawę dokarmiania, jak i dałem cenne wskazówki. Naprawdę warto dokarmiać ptaki w okresie zimowym, róbmy to rozsądnie i odpowiedzialnie a będziemy mieli okazje podziwiać  i podglądać jak żyją różne gatunki z bliska, będziemy też mieli powód do dumy, że pomagamy ptaszynom w trudnych czasach.







wtorek, 29 listopada 2016

Ostrzałka Xsharp od Fiskarsa

Jakiś czas temu razem z karczownikiem dostałem ostrzałkę Xsharp od Fiskarsa do testów. Ostrzałka jest dość duża, przez co bardziej nadaje się do użytku w domu i pielęgnacji naszych narzędzi już po powrocie z wyprawy czy z pracy.  Ale z pewnością jest godna uwagi.



Na samym początku należy wspomnieć o tym, że Xsharp nie nadaję się do wszystkich noży, z racji specyfiki wielu ostrzy taka stacjonarna osełka może zmienić ich kąt krawędzi tnącej, nie jest to coś mega karygodnego ale niektóre (zwłaszcza cenne) noże lepiej ostrzyć na  zwykłym kamieniu czy osełce - niestety wymaga to specyficznych umiejętności, ale naprawdę warto się nauczyć jak to robić.
Natomiast wszelkie ostrza, które typowo mają pracować i nie zależy nam by miały idealnie piękną i zachowaną oryginalną KT (krawędź tnącą), lub gdy do naostrzenia mamy wszelkiego rodzaju siekiery, czy noże z ostrzem typu skandynaw to ta ostrzałka świetnie się sprawdzi. Szybko i wygodnie doprowadzimy ostrze do pożądanego poziomu ciecia.






Dzięki antypoślizgowym wypustką na spodzie świetnie się trzyma podłoża podczas pracy, obudowa kamieni ostrzących zapewnia nam wygodny chwyt i bezpieczeństwo ostrzenia wszelkich narzędzi. Ryzyko skaleczenia się przy ostrzeniu jest naprawdę nikła, wręcz zerowa. Jeśli ktoś sobie coś zrobi przy pracy tą ostrzałka to naprawdę musi mieć talent.

Co ważne Xsharp bardzo łatwo się czyści, dzięki możliwości szybkiego rozłożenia na czynniki pierwsze - starczy nacisnąć guzik na spodzie i przesunąć prowadnicę ostrzącą i już cała osełka rozłożona, możemy przystąpić do przeczyszczenia kamieni i mechanizmu - jeśli zajdzie taka potrzeba. Sama prowadnica jest dostosowana do ostrzenia noży i siekier, wystarczy przesunąć ją w jedną lub druga stronę dzięki czemu kąt ceramicznych kamieni ostrzących dostosuje się do konkretnego typu narzędzia.

Tak jak pisałem wyżej z racji wymiarów nie nadaje się do noszenia w plecaku podczas wypraw w busz, ale za to idealnie sprawdza się w domu do zadbania o noże czy siekiery po powrocie z wypadu, czy też w warsztacie do pielęgnowania narzędzi, ale i zrobi robotę w kuchni. Fajnie się sprawdza z racji iż szybko i bezpiecznie naostrzy każdy nóż. Sprawdzałem ją na różnych nożach z różnych stali i wszystkie ładnie szybko ostrzyła do golenia. Polecam później przejechać ostrzem po pręcie ceramicznym i pasku skórzanym w celu wygładzenia ostrza.

Niestety na tej ostrzałce ani na podobnych nie naprawimy KT która jest pogięta lub wyszczerbiona, w takim przypadku potrzebny będzie pilnik i kamień. Natomiast próba naostrzenia takiego ostrza na takiej ostrzałce może się źle skończyć dla ostrza jak i dla samej ostrzałki.

Czyli podsumowując ostrzałka Fiskarsa Xsharp to ciekawa pozycja na rynku, owszem nie zastąpi to kamienia czy prętów do ostrzenia ale z pewnością ma wiele plusów.
Z takich stacjonarnych wersji to mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jest jedną z najlepszych z jaką miałem do czynienia. Jak wiadomo najlepiej jest ostrzyć noże na kamieniu czy osełce a siekiery pilnikiem ale to wymaga specyficznej wiedzy jak i sporych umiejętności, natomiast Xsharp  w sumie nie wymaga od nas  żadnych umiejętności i jest też dużo szybszy, co często może mieć duże znaczenie.
Czy warto? I tak i nie, jakościowo nie mam zastrzeżeń, wydajność jest naprawdę zacna, może rozmiar to jakaś wada, ale nie była projektowana do noszenia przy tyłku, więc tego się nie czepiam. Osobiście jednak wolę klasyczne metody ostrzenia, ale zdarza się, że z braku czasu korzystam z tego typu ostrzałek. W kuchni sprawdza się świetnie, każdy, nawet największy laik i żółtodziób da radę naostrzyć nóż na Xsharpie, co nie jest bez znaczenia - tak więc ostatecznie czy warto, czy nie musicie odpowiedzieć sobie sami ;)



poniedziałek, 28 listopada 2016

To Wróbel, a może Mazurek?

W całej Polsce dość popularne są Wróble, ich populacja ma swoje wzloty i upadki. Występuje powszechnie w miastach, na wsiach, w parkach, czy w lasach. Chyba nie ma człeka, który nie widział tego małego, przyjemnie ćwierkającego ptaszka, znanego co starszym jako Wróbelek Elemelek. I tu właśnie mamy problem, wszyscy mówią "o Wróbel", a mało kto wie, że występują u nas dwa gatunki tych stworów, mianowicie wyżej wspominany Elemelek, czyli Wróbel Domowy (łac. Passer Domesticus), ale jest też Mazurek, czyli Wróbel Polny (łac. Passer Montanus).



Gdy już ktoś wie o ich istnieniu, to z reguły je myli, fakt są bardzo podobne, ale i całkiem różne zarazem. Właśnie o tym jak ich nie mylić będzie dzisiejszy wpis ;)
Nie będę się teraz rozpisywał na temat samych gatunków, jak żyją, co jedzą i o innych ich prywatnych sprawkach - o tym może kiedy indziej, w sumie to na pewno się coś na ten temat pojawi  ;)

To jak rozróżnić Wróbla od Mazurka?
Podstawą jest to, że ten pierwszy jest większy od drugiego, jak i występuje u niego coś takiego jak dymorfizm płciowy - zmienność w wyglądzie między samcem a samicą. Akurat w przypadku Wróbla Domowego jest to bardzo wyraźna różnica, o czym za chwilkę.



Samiec ma wyraźną CZARNĄ czapeczkę i BIAŁY, GŁADKI policzek, a od podgardla aż do oczu ma czarny pasek - dzięki czemu ma taką opaskę jak Zorro ;). Brzuszek ma jasny, a skrzydła i plecy ciemno brązowe.

Najbardziej charakterystycznym i ułatwiającym rozpoznanie elementem jego urody jest właśnie wspomniana czapeczka i biały, gładki policzek, gdyż Mazurek ma te miejsca zupełnie odmienne - za chwilkę się przekonacie.

Natomiast samica jest praktycznie jednolicie brązowo-szara, troszkę mniejsza od samca. A za oczami zamiast czarnej opaski posiada delikatnie beżowe (jestem facetem, na kolorach się nie znam, więc może to być zupełnie inny kolor) paski/kreski.

Poniżej kilka fotek Wróbla Domowego.



samiczki

samiec


Natomiast Wróbel Polny, czyli nasz główny bohater Mazurek jest w wyglądzie bardzo podobny do samca Wróbla Domowego, jednak jest od niego nieco mniejszy.

Najłatwiej można go odróżnić, jak już pisałem, po czapeczce i policzku. Wróbel ma czarną czapkę i jednolity, gładki policzek. A Mazurek swoją czapeczkę ma brązową, a na policzku małą czarną plamkę. Plamka jest bardzo charakterystyczna i rzucająca się w oczy, więc na luziku dzięki niej rozpoznacie czy to Wróbel czy Mazurek.


Mazurek


Natomiast, jeśli chodzi o rozróżnienie czy to pan czy pani Mazurek, sprawa będzie bardzo ciężka. Dlatego, że u nich nie występuje dymorfizm płciowy - czyli samiec i samica wyglądają identycznie.

Środowisko życia jakie Mazurek preferuje to ciche i spokojne miejsca, jak parki, łąki, pola i jest mniej popularny w miastach aniżeli Wróbel Domowy, jednak dziś i tak często możemy oba te ptaszki spotkać w mieście. Zwłaszcza w okolicy, gdzie występuje większe zadrzewienie.

Mam nadzieję, że ten mały poradnik wam pomógł i już łatwiej będzie wam rozpoznać czy to Wróbel czy Mazurek. A na sam koniec nieco ciekawostek.

  • Od 2004 roku Wróbel domowy i Mazurek zostały objęte ścisłą ochroną gatunkową.
  • Z założenia Wróble żywią się ziarnami, ale przez lata współżycia z ludźmi przyzwyczaiły się do jedzenia odpadków po nas.
  • W 1958 roku Chińczycy wytępili wróbla co do joty, przez co po roku przyszły plagi szarańczy, która nie miała swojego naturalnego wroga i wyżarła dosłownie wszystkie plony. Walka z Wróblami, które wcale nie niszczyły upraw (tak jak wcześniej je oskarżano), a wręcz przeciwnie, chroniły je przed robactwem, doprowadziła do klęski głodowej na skutek której zmarło około 30 milionów ludzi. Co ciekawe, Chińczycy w celu wybicia wróbli latali po wioskach z kijami nad głowami, którymi machali tak, że Wróble nie mogły usiąść i były zmuszone do ciągłego latania - a jak się domyślacie muszą co jakiś czas usiąść i nie mogą tylko latać - i dosłownie spadały martwe, padały ze zmęczenia. W tak brutalny, ale jakże banalny i prosty sposób wymordowali praktycznie całą populację tego gatunku. No ale jak to się mówi karma wraca, no i wróciła. Bo fakt, Chińczyków jest dużo ale 30 mln ofiar klęski głodowej to niezły wynik. Ciekawe tylko czy te całe 30 mln co zmarło to wcześniej latało z kijami, czy też były ofiary nazwijmy to brutalnie nadprogramowe tej karmy. Jest to dowód na to, że naprawdę należy chronić naturę, bo coś co z pozoru wydaje nam się nic nieznaczącym elementem środowiska, który nieraz nas wkurza, tak naprawdę chroni nam cztery litery przed jakąś apokalipsą.
  • Wróbel nie może chodzić. Widział ktoś z was chodzącego Wróbla, czy Mazurka? Bo ja nie, zawsze poruszają się małymi skokami, a to z racji specyficznej budowy układu kostnego. Z tego powodu nie może chodzić stawiając nogi naprzemiennie, ale by się przemieszczać po ziemi musi skakać - jakby zobaczyć jego szkielet to jest on jak taka sprężynka.




wtorek, 22 listopada 2016

Fotorelacja z Tandemu

I oto trochę fotek ze spotkania w Tandemie dotyczącego zwiedzania Polski inaczej ;)
A już za +/- miesiąc znów się widzimy na Gwarnej 9  ;)